Mertis Consulting

Obawa własnej marki

W czasach wszędobylskiego marketingu i hiperaktywności specjalistów z tej dziedziny, można by pomyśleć, że posiadanie marki dla inwestycji deweloperskiej jest czymś tak oczywistym.
Jak alkohol w drinku czy LPG w Skodzie.
Ale nie koniecznie …

Znam kilkanaście podmiotów (co i tak jest dużą ilością jak na takie zjawisko), które jak ognia unikają brandowania swoich produktów czy nawet firm!

W branży deweloperskiej klient bywa bardzo jednorazowy. Trudno też o większy wydatek w jednorazowej transakcji niż gdzieś indziej na rynku B2C. Wiarygodność i bezpieczeństwo mają ogromne znaczenie zaś wizerunek firmy jest wprost proporcjonalny do osiąganej marży. Mimo tych faktów nadal jest duża grupa firm, która się po prostu wstydzi lub boi mieć markę dla produktu.

Zastanawiałem się co może wpływać na to, że inwestorzy nie chcą nazywać swoich produktów tylko używają po prostu nazw adresowych? Ot przykładowo: Prosta 1 przy Prostej 1.

Proste nazwy inwestycji jednak nie takie dobre

Czasem takie rozwiązanie ma sens. Uzasadnienie w postaci “po co wymyślać dziwne nazwy dla małych, prostych inwestycji”. Czasem jednak nazwą ulicy są określane duże, wieloetapowe inwestycje, dla których wypadałoby się pochylić i nadać im jakąś tożsamość.

Czasy czajnika marki czajnik i mydła marki mydło minęły już dawno. Klienci kupując nowy produkt realizują nie tylko potrzebę posiadania produktu, ale też potrzebę przynależności, bezpieczeństwa, lepszego samopoczucia i realizacji.

Nie dając tych wartości klientowi w pakiecie z produktem, nie należy oczekiwać, że klient będzie gotów zapłacić za produkt tyle, ile by mógł zapłacić.

Działa to również w drugą stronę – klienci chętniej płacą więcej (albo raczej: godzą się na wyższe ceny) za produkt, który jest ładnie ubrany i dobrze nazwany. Skrót myślowy podpowiada, że właścicielowi inwestycji się chciało w niego zainwestować i ma przekonanie do swojego produktu.

Po co dobra nazwa inwestycji deweloperskiej ?

Nazwa dla produktu jest jak imię dla psa. Założę się, że są na tym świecie ludzie, którzy nazwali psa po prostu Pies. Albo Jamnik. Psu to wszystko jedno, póki dostaje jedzenie i uwagę swojego pana. Co jednak byś pomyślał o takim właścicielu? Albo jajcarz, albo człowiek absolutnie bez wyobraźni, nie kochający swojego zwierzaka, leniwy, nudny, gburowaty itd. Prosty mechanizm na poziomie podświadomości podpowiada szereg różnych cech. Nie koniecznie pozytywnych.

Dla przykładu. Mój kot nazywa się Jessie Vida Lamparta. Nie znając go, ani nie widząc, każdy słysząc tę nazwę mówi ”Wow. To na pewno jest piękny kot! Rasowy?” Oto jak działa siła dobrej nazwy!

Nazwa niesie ze sobą podświadomy przekaz, wartość, opowiada historię. Buduje wyobrażenie dodatkowych wartości jakie potencjalnych może dać ten produkt. Dlaczego tak jest ? Ponieważ kupujemy i wartościujemy produkty emocjonalnie. Jeśli coś jest zwykle, będzie tańsze niż markowe. Nie musi być wcale gorsze, ale musi być tańsze. To prosty mechanizm, który działa na rynku od lat.

Przykład z brzegu: kabanosy w Lidlu. Pikok będzie tańszy niż Tarczyński nie ze względu na jakość produktu ale właśnie markę. Oba produkty pochodzą z tej samej taśmy i mają tę samą jakość. Czy ktoś z tym dyskutuje?

Co zatem daje marka osiedla mieszkaniowego?

Marka niesie ze sobą uczucie nabywanej wartości, stanowi uzasadnienie cenowe dla klientów oraz inwestorów. Dlatego warto zainwestować czas i pieniądze dla marki inwestycji deweloperskiej czy każdego innego produktu jaki jest tworzony. Szczególnie w sprzedaży w B2C.

Nie zawsze musi być to pełne tworzenie marki jak w przypadku dużych, firmowych brandów. Czasem wystarczy dobrze dobrana nazwa uwypuklająca wartościowe lub charakterystyczne cechy produktu. Marka tez jest filtrem lub magnesem dla klientów z grup docelowych. Przyciąga osoby, na których może firmie zależeć a odpychać tych, których nie chcemy.

Dlaczego zatem są firmy, które nie chcą inwestować w markę swojej inwestycji ?

Pierwszym powodem jaki przychodzi mi do głowy, to brak wiary w produkt i wstyd przed oceną ze strony rynku. Że nazwa będzie przesadzona a produkt taki prosty.

Druga myśl to przekonanie, że tworzenie marki na pewno będzie drogie a samemu jest ciężko. Nie twierdzę że jest tanio i łatwo, jednak suma strat finansowych niejednokrotnie przewyższa nakłady na brand. Poza tym nie trzeba od razu zatrudniać do projektu najdroższych agencji. Czasem proste pomysły są równie dobre niż brak pomysłów.

Trzeci argument, z którym się osobiście spotkałem to zobowiązanie. Zobowiązanie do tego, że produkt musi zapewnić jakość, zaś złe doświadczenia klientów z ewentualną jakościową wpadką będą się ciągnąć za brandem.

Swoją drogą … jak myślisz? Jak wygląda mój kot ? 🙂

Jessie Vida Lamparta